środa, 23 sierpnia 2017

Wywiad z EABS - "Jazz zawsze był muzyką z ulicy..."

  
 Przy okazji koncertu na muzycznej scenie The World Games we Wrocławiu, udało się zamienić parę słów z Markiem Pędziwiatrem i Sebastianem Jóźwiakiem z EABS, zespołu odpowiedzialnego za album "Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)" najlepszą polską płytę Jazzową od bardzo dawna. Zapraszam do lektury.

Kuba: Jako EABS, zaczęliście od grania w klubie Puzzle. Uważacie, że eventy w tym miejscu dały dużo w Waszym muzycznym rozwoju? Czy już tymi występami zyskaliście część Waszych obecnych fanów?

Marek: Oczywiście. Zaczynaliśmy grać od prawie pustych stolików. Potem, te stoliki zaczęły się wypełniać. Potem zjechały stoliki, a w ich miejsce pojawił się parkiet, jak na prawdziwych koncertach. Na początku graliśmy sami dla siebie. To była nasza kuźnia, taki warsztat. Graliśmy to, co lubimy, z czasem zaczęło się to udzielać ludziom. Te jamy były dziwne, nie było takich wcześniej. Zaczęły przychodzić osoby zajmujące się muzyką. Grali z nami, a niektórzy zostali do dzisiaj. Tak się uformował skład EABS. W końcu, doszło do tego, że gramy przed większą publicznością. Z gośćmi czy sami, z naszym autorskim projektem. Tworzymy nowe aranżacje. Od tego zaczęła się droga.

Sebastian: Uważam, że dzisiejszy występ to była namiastka występów w Puzzlach. Fajnie było zmierzyć się z aranżacją utworów Bitaminy. Plan połączenia kreatywnej energii tych dwóch zespołów chodził nam po głowie od bardzo dawna. Bardzo cennym doświadczeniem jest kolejny występ z Hadesem. Z Waldkiem Kastą gramy już chyba trzeci albo czwarty raz, a tego typu sesje zrodziły się właśnie w Puzzlach. Mogliśmy przeżyć tego reminiscencje dziś, jednak duża scena nigdy nie odda klimatu w ciasnym klubie. Granie z tymi ludźmi... To jest fajne. Marek zawsze mówił, że EABS to jest maszynka do spełniania marzeń…

K: W filmie o współpracy z WuDoE był taki cytat z ust Marka.

S: Dokładnie. To są słowa bardzo prawdziwe.

K: Zostając jeszcze przy sesjach w Puzzlach. Graliście z naprawdę wieloma artystami, którzy na co dzień są zakorzenieni w rozmaitych klimatach. Archeo, siostry Przybysz. Coultrain czy Jeru The Damaja. Granie, z którym artystą było dla Was najważniejsze? Jako dla muzyków, managera czy może jako słuchaczy?

M: Wydaje mi się, że dla mnie jako słuchacza, dla reszty chłopaków chyba też, najważniejszym występem był ten, z Raashanem Ahmadem. Był improwizowany. Jego przyjazd to była niespodzianka zarówno dla Nas, jak i dla ludzi. Nikt się tego nie spodziewał. Pamiętam, że to była niedziela, dostaliśmy cynk dosłownie parę dni wcześniej, że gramy z Raashanem, ludzie też dowiedzieli się bardzo późno, a mimo to przyszli tłumnie. To był taki przełom! Złapaliśmy wtedy wspólną energię z publicznością. Tam był niesamowity odbiór, tego, co zagraliśmy. Dla mnie zaś osobiście, jako muzyka, najważniejszy był występ z Coultrainem i Benem Lamarem. Był on bardzo rozwijający. To był pokarm dla mojej duszy, który zmienił moje życie. Przygotowując się do grania tego materiału, musieliśmy przełamać pewną barierę, nastąpił wówczas przełom. Jak to wyszło, to nabraliśmy pewności siebie i nie było już później żadnego strachu. Nie boimy się teraz żadnych wyzwań.

S: Z mojej perspektywy, również najważniejszy był występ z Coultrainem. Zbliżył nas do tego, co dzieje się w Los Angeles, gdzie jest Kamasi Washington i emanuje nurt West Coast Get Down. Coultrain sam grywał w LA, bity robili mu muzycy pokroju Dexter Story. Występ z takim artystą, dał nam wiarę w to, że nie jesteśmy w żaden sposób gorsi i możemy dołączyć do kolektywu wybitnych artystów, którzy grają na całym świecie, pokazując Nam samym, że nasza praca może nas zanieść w świat, tak żebyśmy mogli pokazywać Polish Jazz w nowym wydaniu.

K: Zamknięciem rozdziału pt. ,,Puzzle’’ był mixtape, o takim samym tytule. Wydany w bardzo limitowanym nakładzie, jedynie na kasecie. Skąd pomysł wydania tego materiału na tym nośniku?

S: To dlatego, że nasze pokolenie, Moje, Marka, czy reszty chłopaków, słuchało rapu właśnie z kaset. Pomyślałem sobie, że miękkie brzmienie bębnów i basu, prosto z taśmy, najlepiej odda klimat, do którego nawiązuje treść kasety. To też jest taki hołd dla mixtapowego okresu, gdzie muzyka przechodziła z ręki do ręki na taśmach. A sam mixtape, był po prostu rozdawany, w celu pokazania światu swojej muzyki. Chcieliśmy zrobić to samo.

M: Tak zwany oldschool way. Jak rozdawanie demówek z bagażnika Fiata 126p. (Śmiech)




K: Po serii omówionych przed chwilą występów, nawiązaliście współpracę z warszawskim raperem, W.E.N.Ą… ale ta misja chyba nie doszła do końca...

M: Cóż mogę powiedzieć, tę współpracę można porównać do sytuacji w związkach. Małżeńskich bądź partnerskich. Jest chemia, miłość, która kwitnie do końca życia albo pewnego dnia więdnie. Niestety w tym przypadku padło na tę drugą opcję.

K: Ty, Sebastian nawiązywałeś tę współpracę, kontaktowałeś się z Michałem, jak skomentujesz taki ciąg wydarzeń.

S: W.E.N.A. miał inną wizję tego projektu. Poświęciliśmy mu bardzo dużo czasu, a on chyba nie potrafił zrozumieć w jakim kierunku chcieliśmy podążać, dlatego ta współpraca nie przetrwała próby czasu.

K: W podobnym czasie graliście też szereg hołdów, dla różnych Jazzmanów. Komedy, Milesa.

S: Szereg to trochę dumnie powiedziane. (Śmiech) Było kilka koncertów serii ,,Tribute to Miles’’. Potem stwierdziliśmy, że otwieramy się na Komedę, bo to jest nasze spadkobierstwo. Milesa może zagrać np. Glasper i to są jego korzenie. On lepiej go eksplorował. Nasza interpretacja byłaby inna. Pomyśleliśmy sobie, że mamy duże pole do popisu, w odniesieniu do tego, co działo się w polskiej muzyce jazzowej w latach 50., 60. czy 70. i to się okazało się bardziej naturalne. Jak zaczęliśmy eksplorować tę muzykę to zaczęły się dziać cudowne rzeczy.

M: Poza tym, wydobycie vibe’u z muzyki Milesa nie jest żadnym wyzwaniem, bo to jest zakorzenione w tej muzyce. Natomiast wydobycie takiej energii z muzyki Komedy, to już było wyzwanie.

K: Czy zgodzicie się z takim stwierdzeniem: ,,EABS udowodnili w Polsce, że można robić jazz inaczej niż kiedyś, ale równie dobrze’’. Włożyliście w tę muzykę dużo ulicy, w postaci Hip-Hopu i przyniosło to niesamowity efekt.

S: Dla mnie jazz zawsze był muzyką z ulicy. Jeżeli zanurzysz się historię tej muzyki, to bez problemu to odkryjesz. Po prostu ludzie o tym zapomnieli.

M: Po drodze, te korzenie zostały gdzieś zatracone. Niektórzy zostali w tym brudzie, a niektórzy poszli za wygodą, nowoczesnością. I ten jazz stał się przeintelektualizowany. Taki wypieszczony. Wiesz co, w tym temacie właśnie, naszła mnie ostatnio taka refleksja, że jazzmani polscy z lat 60. czy 70. mieli taki, a nie inny sprzęt do nagrywania i być może, dlatego te nagrania brzmią tak surowo. Oni nie mieli wyboru. My, w dzisiejszych czasach mamy sprzęt i mamy wybór: albo perliste, doskonałe brzmienie albo niejako obskurność. EABS wybiera, jednak to drugie.

K: Czy rozważacie jeszcze takie rozwiązanie, jak z Weną. Raper - Band. Band - Raper. Czy to już jest zamknięty temat dla Was?

S: Marek jest raperem. (Śmiech)

M: Wiesz, to, co się działo dzisiaj, jest dowodem na to, że na takie połączenie, jesteśmy stale otwarci.

K: No to Panowie, chyba klasyczne pytanie. Jakie plany na przyszłość. Własne kompozycje, aranżacje? Może ponownie hołd? Albo jakieś kolaboracje?

M: Mixtapem, zamknęliśmy temat grania z gośćmi. Albumem ,,Letters to Krzysztof Komeda’’ zamykamy rozdział aranżowania cudzych utworów. I obecnie bierzemy się za nasz autorski projekt.

S: Skupiamy się teraz na uniesieniu ciężaru pierwszej płyty, której odbiór jest dla nas niesamowitym zaskoczeniem. Jest to bardzo trudne, ale i podniecające wyzwanie. Tak, jak Marek powiedział, skupiamy się na autorskim projekcie. A będą to szamańskie, leśne rzeczy, mocno osadzone kulturze naszej szerokości geograficznej. Będzie dużo o wiedźmach, Bogach Słowiańskich. Eksplorujemy mitologię słowiańską i polską. Chcemy zrobić płytę o mitach. O ,,polskim Olimpie’’. Jest to ogromne wyzwanie, dla Naszej wyobraźni muzycznej. Zdaniem Aleksandra Brucknera, o wydarzeniach sprzed Chrztu Polski można powiedzieć bardzo mało konkretów. Kultura słowiańska została niemalże zniszczona. Całkiem sporo można się dowiedzieć od Marii Janion, która też badała pewne aspekty przez literaturę - jednak romantyzm głównie jeszcze bardziej zaciemnia dzieje z okresów gdy składano modły do słońca i księżyca.

M: Ciekawostką jest, że mieszkamy całkiem niedaleko góry Ślęza, jedyne w Polsce miejsce, gdzie ostały się ślady osadnictwa słowiańskiego i było miejscem kultu pogańskiego.

S: Oczywiście, o ile są to rzeczy prawdziwe, a nie sfabrykowane. Wszystkie historie, przypuszczenia o terenach dzisiejszej Polski, zanim przyszło Chrześcijaństwo i wybiło w pień wszystkie pozostałości po tamtej kulturze, to jedynie pytania, zagadki, więc sami nie wiemy dokąd nas te plany doprowadzą.

K: Czyli, wyobraźnia i plany EABS sięgają daleko. Wór z pytaniami pusty, tak więc Panowie, serdecznie dziękuję za rozmowę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz