niedziela, 10 grudnia 2017

Wywiad - Hatti Vatti: "Chciałem odnowić swój projekt..."


Kryjący się pod pseudonimem Hatti Vatti, Piotr Kaliński to bardzo ciekawa postać, swoją muzyką propagująca odrzucenie wszelkich ram stylistycznych i gatunkowych. Jaki rezultat niesie sobą takie podejście do muzyki? Odpowiedź na to pytanie niesie wysoka jakość ostatniego albumu Piotra. Właśnie w świat "Szumu", ale nie tylko wprowadził nas Hatti Vatti tym wywiadem. Zapraszam do lektury!

Kuba: Piotrze, jeśli ktoś zechciałby zaczerpnąć trochę informacji o Tobie, bez problemu może dowiedzieć się, że długo występowałeś w zespole punk – rockowym, Gówno. Klimaty zupełnie odbiegające od tego, co tworzysz pod pseudonimem Hatti Vatti.

Piotr: Biorę udział w wielu projektach. Nie chcę, żeby jakikolwiek gatunek mnie ograniczał. Projekt Hatti Vatti jest akurat outputem rzeczy elektronicznych, ale ja bardzo lubię muzykę gitarową, stąd podczas występów na żywo gram na gitarze z żywą perkusją, robiąc ukłon w stronę ostrzejszego brzmienia. Dzięki doświadczeniu z gry w zespole, o którym mówisz, te elementy gitarowe czy perkusyjne nie są dla mnie niczym nowym.

K: A czy Twoje upodobanie do ostrzejszych klimatów miało wpływ na to, że zaprosiłeś do Live Bandu Pawła Stachowiaka, który występuje w zespole metalowym Trylion jako basista?

P: Od początku miałem takie założenie, żeby muzycy, którzy wspierają mnie na żywo, byli ludźmi z bardzo otwartymi głowami, bo za takiego się nieskromnie uważam. Staram się nie patrzeć na żadne ramy gatunkowe. Jak najbardziej to, że Paweł występuje w Trylionie czy zespole jazzowym EABS, a Rafał Dutkiewicz grał z duetem Skalpel i występuje w zespole afrobitowym ma wpływ na to, że zaprosiłem ich do projektu. To wiele wnosi do wspólnego grania. Nie chciałbym, żeby Hatti Vatti Live Band był zespołem, który wykonuje muzykę elektroniczną na żywo. Byłoby to... nudne.

K: Zostając jeszcze przy Twojej przeszłości, kiedy wydawałeś jeszcze pod innym pseudonimem, byłeś współzałożycielem labelu. Czy myślałeś o wydawaniu na dłuższą metę?

P: Jak najbardziej. Taka była nawet pierwotna idea. Niektóre projekty udało nam się przekuć w kompakty i winyle. Niestety czas zweryfikował to trochę inaczej. Muszę szczerze przyznać, że nie jestem zbyt dobrą osobą do prowadzenia takich przedsięwzięć. Biorąc udział w tylu projektach muzycznych, ciężko jest jeszcze prowadzić wydawnictwo. I jakoś ten pomysł poszedł w zapomnienie.

K: Do produkcji swojego pierwszego albumu „Algebra” użyłeś sampli z kolekcji płyt, którą zgromadziłeś podczas pobytu na Bliskim Wschodzie. A czy same miejsca, które odwiedziłeś były dla Ciebie inspiracją?

P: Podczas nagrywania „Algebry” przeżywałem etap podróżniczy w swoim życiu. Chciałem ująć w swojej twórczości lokalne brzmienia miejsc, w których aktualnie przebywałem. Starałem się zbierać jak najwięcej starych nagrań z Turcji, Izraela czy Egiptu. Aczkolwiek nie szukałem tam szczególnej inspiracji, ponieważ zawsze staram się robić muzykę, która wychodzi ze mnie. Tylko brzmienie chciałem poświęcić kulturom tamtych miejsc.

K: „Algebrę” wydałeś już nakładem Nowych Nagrań Noona. Jak poznaliście się z Mikołajem?

P: Nasza znajomość rozpoczęła się tak naprawdę zupełnie przypadkowo. Jest to całkiem śmieszne, ale cała ta współpraca zaczęła się od jednego wieczoru. Poznaliśmy się w Gdańsku, nie pamiętam nawet, jak to było dokładnie. Nie mieliśmy żadnych zamiarów muzycznych, ale jakoś ta nasza znajomość przyniosła w przyszłości różne rzeczy - płyty, koncerty. Bardzo miło to wspominam.

K: Miałeś okazję wydać „Algebrę” innym nakładem?

P: Nie. W sumie w ogóle nie miałem zbytnio zamiaru wydawać tej płyty. Kiedy Mikołajowi wspomniałem o tym, że coś tam sobie produkuję, poprosił mnie z czystej ciekawości o podesłanie. Wysłałem mu ostatnie projekty, nad którymi pracowałem. Były w miarę skończone, ponieważ akurat miałem grać koncert w Gdańsku z tym materiałem. Spodobało mu się i postanowił to wydać.

K: Tak jak wspomniałeś, znajomość a później współpraca z Noonem przyniosły wiele owoców, ale chyba najważniejszym był Wasz wspólny album HV/Noon.

P: Tak. Na pewno ważny dla mnie album. Był to punkt kulminacyjny naszej współpracy. Być może bez niego nie byłoby mnie tu, gdzie jestem i wiele osób nie usłyszałoby nigdy o projekcie Hatti Vatti. Więc to płyta ważna zarówno dla naszej współpracy, jak i dla mnie solo.

K: Od początku mieliście taki koncept, żeby zaprosić do współpracy raperów, czy taki pomysł wyszedł już podczas pracy nad tym krążkiem?

P: W sumie, to nie pamiętam dokładnie. (śmiech) Ale to chyba ja coś takiego wymyśliłem. Ponieważ zawsze chciałem pracować z raperami, interesowało mnie to, a Mikołaj robił to wiele lat, więc pomyślałem, że to mogłoby się fajnie zgrać. Zaproponowałem mu taki pomysł. On też stwierdził, że powrót do hip-hopu byłby ciekawym eksperymentem. Zrobiliśmy wspólnie listę wykonawców, których obaj chcieliśmy usłyszeć na tym krążku. Z tej listy praktycznie tylko dwóch raperów nie pojawiło się na albumie, bo po prostu nie mogli. I finalnie uważam, że powstała całkiem wartościowa płyta.




K: Te albumy, o których dotychczas mówiliśmy, pojawiały się w Nowych Nagraniach, jednak ostatnie Twoje projekty zostały wydane w MOST. Skąd ta zmiana?

P: MOST jest rzeczą bardzo świeżą, która rozkłada skrzydła. Rozwija się. I uczestniczenie w takim przedsięwzięciu jest dla mnie ciekawą rzeczą. Przyznam też, że sam chciałem odnowić swój projekt, spróbować czegoś nowego, więc po tym, jak dograłem numer na składankę MOSTu, sam zaproponowałem tę współpracę i myślę, że fajnie to wyszło.

K: Składanka powstała podczas obozu twórczego w Szuminie, można powiedzieć spotkania polskiej czołówki elektronicznej: Ty, The Phantom, Eltron John, SLG i paru innych równie dobrych producentów. Jak Tobie podobała się ta sesja?

P: Na pewno bardzo ciekawe przeżycie. Fajnie było poznać tych ludzi, zobaczyć jak oni tworzą muzykę. Świetny pomysł organizatorów, który, tak jak mówiłem, był jednym z powodów, które przekonały mnie do MOSTu.

K: A nie myślałeś o nawiązaniu współpracy z którymś z artystów obecnych w Szuminie, chociaż na EP’kę czy Maxi Singiel? Tak, jak zrobił to Eltron John i SLG?

P: Wiesz co, akurat wtedy chciałem bardziej działać samemu i skupić się na solowym albumie. Po paru projektach z innymi artystami postanowiłem, że sam wypełnię przestrzeń kolejnych projektów, więc, mimo że wszystkich artystów obecnych w Szuminie cenię i lubię, nie chciałem już wchodzić w kolaboracje.

K: A ten solowy album to wydany w tym roku „Szum”. Płyta, na której nie samplowałeś klasycznie z płyt, ale ze zbioru starych nagrań radiowych i telewizyjnych, które udostępnił Ci Narodowy Instytut Audiowizualny.

P: Dokładnie. Była to bardzo ciekawa propozycja, której wręcz nie mogłem odrzucić. I rzeczywiście praca z tymi nagraniami, eksplorowanie ich - to było bardzo żmudne, ale i pociągające zadanie. Tym bardziej, że wiele z tych nagrań, w ogóle nie doczekało się edycji płytowych. Czasem były to soundtracki o surowym brzmieniu, które można było usłyszeć tylko w salach kinowych. Ale... z płyt też samplowałem. Polskich, japońskich. Tych drugich mam zresztą bardzo dużo, zawsze chciałem coś z nimi zrobić i „Szum” okazał się fajnym środkiem do tego. Aczkolwiek nie jest też tak, że ta płyta jest zrobiona tylko na samplach, ona jest nimi okraszona. Ciekawy aspekt „Szumu” odkryłem, kiedy bardziej zagłębiłem się w historię i budowę niektórych nagrań. Okazało się, że muzycy, którzy tworzyli te ścieżki wiele lat temu, korzystali z podobnych instrumentów, z których ja korzystam dzisiaj i na których nagrywałem „Szum”. Pokazuje to, że mimo upływu czasu,rozwoju technologii, itd. pewne elementy się nie zmieniają...

K: Pierwszy koncert na trasie „Szum” zagrałeś już z bandem właśnie w Narodowym Instytucie Audiowizualnym.

P: Tak. Był to wyjątkowy koncert z wielu powodów. Po pierwsze, miejsce, w którym graliśmy, to było zupełnie coś nowego. Po drugie, tak, jak mówisz, był to koncert inaugurujący trasę, więc inne emocje towarzyszą takiemu występowi, bo to otwarcie „nowego rozdziału”. Po trzecie, po raz pierwszy graliśmy w takim układzie: Paweł, Rafał i ja, więc to też było nowością. To był układ, który dopiero się zawiązywał. Teraz jest ok, gramy razem.

K: A po tym koncercie spotkałeś się z panem Witoldem Gierszem, reżyserem filmu „Gwiazda”. Jak wyglądało takie spotkanie pokoleń w kontekście sztuki?

P: O rozmowach dużo by opowiadać... (śmiech) To było bardzo ciekawe spotkanie, które wiele mnie nauczyło. Z panem Witoldem doszliśmy do wniosku, że mamy bardzo podobne podejście do sztuki, mimo że ja mam 33 lata, a pan Witold 90. To bardzo ciekawe, że pomimo takiej różnicy wiekowej, tego, że zajmujemy się jednak różnymi dziedzinami sztuki, to widzimy świat w podobny sposób.

K: A skąd tytuł „Szum”?

P: Dużo czynników składa się na wybór tego tytułu. Te nagrania często były analogowe i kojarzyły mi się z szumem. Techniki, z których korzystałem, powodowały wiele szumów. To jest też takie zakodowanie informacji zawartych na tej płycie. Ogólnie wyraz „Szum” ściśle określa charakter tej płyty. Treść. Jest to słowo, które to spięło.

K: Potrafiłbyś podsumować swoją twórczość jako jeden gatunek?

P: Nie, nie, to jest niewykonalne. Mam nadzieję, że nikt nie podchodzi w taki szufladkujący sposób do mojej twórczości. Uważam, że do muzyki nie można tak podchodzić. Jest 2017 i szufladkowanie muzyki pod gatunki to już jest przeszłość.

K: Na koniec Piotrze, jak zamierzasz kontynuować projekt Hatti Vatti? Pracujesz nad jakimś projektem?

P: W kontekście tego, co mówiliśmy, mogę powiedzieć, że pracuję nad solowym albumem. Trochę eksperymentuję i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

K: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. Powodzenia w pracy nad płytą.





Photo Cover: Krystian Bielatowicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz