czwartek, 8 marca 2018

Recenzja: Urbanator Days - "Beats & Pieces"


Projekty, które mają balansować pomiędzy Jazzem a Hip-Hopem, z natury powinny być jakościowym, przepełnionym energicznym vibem, odczuciem muzycznym. Kiedy za tworzenie takiego projektu bierze się muzyk takiej
klasy jak pan Michał Urbaniak to można mieć pewność, że szykuje się coś pięknego! A kiedy widzisz listę gości wypełnioną takimi nazwiskami jak: Jędrek Dudek i P.Unity, O.S.T.R. czy Marek Pędziwiatr z zespołu EABS, z którym wywiad przeczytasz tutaj, to już wiesz, że twoja playlista poszerzy się o kilka świetnych utworów!


Urbanator Days - „Beats & Pieces” można określić mianem płyty spotkań i to w kilku formach. Po pierwsze, jest to spotkanie pokoleniowe, które cieszy i napawa nadzieją na powrót czasów świetności polskiego Jazzu. Obecnie na rodzimej scenie jazzowej nikt chyba nie ma ciekawszego pomysłu na siebie, na przekazanie swoich emocji i swojego vibe'u wśród młodych polskich artystów jak EABS i P.Unity. I nic nie pozwoli Im się rozwinąć tak, jak praca pod okiem legendy polskiej muzyki, Michała Urbaniaka. W końcu to Marek Pędziwiatr z Electro Acoustic Beat Sessions jest aranżatorem „Beats & Pieces”. To On postawił na albumie ten szlif współczesności, pierwiastek Hip-Hopu, czegoś co tłumaczy Jazz Urbaniaka młodszym pokoleniom, czegoś co jest specjalnością EABS-ów. Można powiedzieć, że jest on cichym bohaterem tej płyty, który potwierdza, że stać Go na dorównanie polskim klasykom, a najlepszym potwierdzeniem pochwał, które wypisałem jest magia, którą wprowadził swoim wokalem i piękną grą na instrumentach w świetny singiel albumu pt. „Love Don't Grow On Trees”. Nie zapominajmy jednak o P.Unity - Oni również dali o sobie znać na tym projekcie i włożyli w tę płytę swoje własne brzmienie, trochę odmienne od tego, które pokazali na „Mango Ep”, spokojniejsze, bardziej uporządkowane ale... równie ciekawe i zachęcające do dalszego poznawania Ich muzyki. Wspomniana już przeze mnie EP'ka to moim zdaniem zaraz po notabene albumie EABS najciekawszy i najświeższy projekt zeszłego roku na rodzimej scenie, a to, co pokazali na „Beats & Pieces” jest najlepszą rekomendacją Ich muzyki... tak więc - P.Unity - zapamiętajcie ten skład!






Drugą formą spotkania jest spotkanie Jazzu i Rapu. Za tę płaszczyznę w wersji polskojęzycznej odpowiadają prawdziwi weterani, z bagażem doświadczeń, ale i  tacy, których można wciąż odkrywać na nowo. Mówię oczywiście o Ostrym i Grubsonie. O ile utwór Urbaniaka z Ostrym niczym mnie nie zaskoczył, ponieważ jest to jedynie nieco odnowiona wersja znanego już numeru z Urbanator III pt. „J.A.Z.Z.”, tak pomysł Grubsona, którego – warto dodać – nigdy wielkim fanem nie byłem, bardzo mnie fascynuje. Nigdy nie wpadłbym na pomysł, żeby historię Rapu w Polsce opowiedzieć właśnie w taki sposób. Nieco satyryczny, ale bardzo ciekawy i oryginalny, w dodatku okraszony dobrymi skreczami. Bardzo smaczny storytelling, chociaż muzycznie odstający od większości utworów na płycie. Jeżeli już mówimy o polskich raperach na „Beats & Pieces”, to muszę powiedzieć, że brakuje mi tu czegoś, a właściwie kogoś. Myślę, że dużo lepszym wariantem niż powtórka numeru z Ostrym, byłoby nagranie czegoś świeżego z Mesem, który ostatnio robi dobre rzeczy i jest w formie! Poza tym na „Beats & Pieces” na mikrofonie udzielili się: znany w Polsce np. z gościnnego występu na płycie Night Marks, Anthony Mills i Andy Ninvalle ze składu Urbanatora. Widać, że obaj panowie odnajdują się na pograniczu gatunków i bardzo dobrze łapią energię rytmicznego Jazzu Urbaniaka


Trzecią formą spotkania, jest spotkanie żywego instrumentu i samplingu w kawałku „Capitan” z Grubsonem. Wydaje się to normalne, ale trzeba dodać, że Urbaniak samplował... samego siebie. I jak już wcześniej napisałem bit, który powstał z posamplowanego utworu Urbaniaka „Ekim” i nowo dogranych instrumentów odstaje od tego, co pokazał Grubson, to szacunek za oryginalny pomysł samplowania samego siebie.


„Beats & Pieces”, mimo że pracowało na nią tylu wyśmienitych muzyków, nie jest zalana solówkami. Jest to bardziej płyta równości, gdzie każdy mógł dodać coś od siebie i każdy zrobił to dobrze, począwszy od głównego bohatera płyty, Michała Urbaniaka. Ten... nie popisywał się na tle młodych, tylko zrobił swoje: komponował, dograł piękne saksofonowe partie, w swoim stylu, grał na skrzypcach i zaprosił fenomenalną grupę ludzi do współpracy. Drugim, którego można by wymienić jest Marek Pędziwiatr, który również bardzo dobrze wykonał swoje zadanie, nie dodając nic zbędnego, co zakłóciłoby harmonię płyty. Tam gdzie śpiewał, robił to w swoim stylu, na tyle, że wprawił singiel w magiczny klimat, ale zostawił wystarczająco dużo miejsca dla saksofonu Urbaniaka i trąbki Michaela Patchesa Stewarta. Tam gdzie rapował bardzo dobrze wpasowywał się w Flow rytmicznego Jazzu Urbaniaka i tworzył idealną całość z podkładem. Partie Micheala Patchesa Stewarta idealnie współgrają z wokalami i elementami elektronicznymi, a powiedziałbym nawet, że w utworze „Sunshine” uderzającym bardziej w nurty r'n'b niż konserwatywnego Jazzu są jedynym śladem ortodoksji, ale to dobrze! W Jazzie trzeba próbować nowych rzeczy, nie zapominając o dobrych tradycjach. Nie można pozostać obojętnym wobec producentów, którzy wypracowali brzmienie tej płyty, a których rzadko się wymienia. Oni też wykonali kawał dobrej roboty, korzystając ze świetnych instrumentalistów i przyprawiając płytę elektronicznymi elementami. Każdego z gości trzeba by chwalić z osobna, bo naprawdę... nikt nie zawiódł. Świetny wokal Patrycji Zarychty w utworze „Sunshine”, świetne zwrotki wspomnianych już Millsa i Ninvalle w paru utworach. Naprawdę wysoki poziom gości!


„Beats & Pieces” zachwyca klimatem, rytmiką, harmonią, zgraniem wszystkich gości, jednolitością, ale nie brakuje momentów... absurdalnych. Takim jest np. „reaggujący” numer pt. „High Horse”, który bardziej niż zaciekawia słuchacza, męczy go. Zupełnie bez feelingu. Oby jak najmniej takich eksperymentów wśród jazzmanów. Poza tym, cały czas będę się upierał, że bit do utworu „Capitan” mógłby być nieco lepszy, ale i tak katastrofy nie ma.


Album Urbaniaka i gości jest w pewnym sensie „sprawozdaniem” z tego, czego kompozytor nauczył młodych muzyków na organizowanych przez Niego od 2005 roku warsztatach – Urbanator Days. I trzeba powiedzieć, że nauczył bardzo wiele. Biorąc pod uwagę, że wielu gości z płyty „Beats & Pieces” bywało na Urbanator Days - Marek Pędziwiatr czy Patrycja Zarychta, jak wspominał sam Michał Urbaniak w jednym z wywiadów – to widać, że muzyk naprawdę szlifuje młode jazzowe talenty i naprowadza je na dobrą drogę, a później jeszcze wspiera ich jako samodzielnych, doświadczonych muzyków, bo oprócz tego, że Urbaniak zaprosił np. Marka Pędziwiatra na swoją płytę, to warto wspomnieć, że skrzypek pojawił się gościnnie na fenomenalnej, zeszłorocznej płycie EABS (zespołu Pędziwiatra). Nie pozostaje więc nic, jak trzymać kciuki, żeby odbyło się jeszcze wiele warsztatów Urbanator Days i żeby jak najwięcej talentów tam szlifowało swoje umiejętności.


Album „Beats & Pieces” projektu Urbanator Days, mimo paru potknięć stoi na naprawdę wysokim poziomie i bije na głowę pierwszą i drugą część Urbanatora. A moim zdaniem dorównuje lub niewiele odstaje od „Trójki”. Czekam na ewentualną kontynuację projektu Urbanator Days!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz